Ostatnio chwaliłam Wyborczą za serię artykułów o e-bookach, które ukazały się w Magazynie Świątecznym w ubiegłą sobotę. Jednak po artykule, który znalazłam dzisiaj czuję pewien niesmak, trochę niedosyt. O tym, że media zniekształcają rzeczywistość nie trzeba nikogo przekonywać, ale ignorancja autorów artykułów, choć w tym przypadku bardziej można nazwać ją niedbalstwem, osiąga według mnie poziom zenitu. Artykuł Vadima Makarenki „Ściągnij sobie książkę w 60 sekund” ma bardzo zachęcający tytuł i to właściwie tyle.
„Kwiatki” w nim znalezione można mnożyć, przytoczę kilka, które najbardziej wryły mi się w pamięć:
Niektóre sklepy (jak np. Empik.com) zabezpieczają książki tak, że nie da się ich czytać na innych niż ich własne urządzeniach.(…) Książek kupionych na Empik.com nie da się czytać na Kindle.
Gdyby autor artykułu odrobił pracę domową, wiedziałby, że już można, w dodatku od prawie dwóch tygodni. Co więcej, ograniczałoby się to jedynie do zawitania na główną stronę Empiku, gdzie się tym chwali.
Wciąż brakuje albumów z malarstwem i zdjęciami. Oraz przewodników. W Virtualo, Woblinku czy Empik.com nie znajdziemy ich wcale, dlatego szykując się do podróży wciąż jesteśmy zdani na… Amazon.com albo iTunes.
Brakuje, bo na czytnikach z czarno-białym ekranem oglądać je byłoby „trudno”, na smartfonach byłoby to niewygodne, a tabletów nie ma w Polsce znowu tak wiele. Dodatkowo ich posiadacze zdecydowanie częściej sprawdzają pocztę elektroniczną, przekopują serwisy społecznościowe, aniżeli podziwiają „dzieła sztuki”. Zresztą zdigitalizowane obrazy można znaleźć w bibliotekach cyfrowych – za darmo.
Do czytania e-booków usiłują namówić nas producenci tabletów, czyli urządzeń, których jeszcze dwa lata temu w ogóle nie było na rynku.
Wybór przyprawia o ból głowy. Kolorowy czy czarno-biały? Mniejszy czy większy?
Mam nadzieję, że w tym miejscu autor miał na myśli kolor obudowy, a nie ekranu, bo w przypadku tabletu czarno-biały ekran wprowadzałby w….zakłopotanie.
Dalej autor dzieli czytelników elektronicznych treści na trzy grupy, nie wiem czy do końca trafnie przydziela im poszczególne urządzenia do czytania:
-
mól książkowy dostaje Kindle’a,
-
pochłaniacz kryminałówi „literatury kobiecej” iPada, Samsunga Galaxy Tab lub Kindle Fire,
-
a geekowaty wariat i Kindle’a e-czytnik, i iPada.
Każdemu wedle „potrzeb”. Tylko dlaczego „pochłaniacz” czyli typ numer dwa dostaje iPada, skoro czyta dla przyjemności, nie jest wspomnianym wyżej molem. Pytam, bo się z nim utożsamiam. Na czytanie nie zawsze mam czas, sięgam po literaturę różną, choć Coelho omijam, ciągle dzwoni mi telefon, ciągle odbieram maile, lubię posiedzieć na Facebooku. Ale od całej reszty mam smartfona. Czy Kindle ma być dedykowanym urządzeniem jedynie dla pierwszej grupy?
Rozumiem, że „poradnik” miał być „subiektywny”, ale nie mogę doszukać się w nim logiki. Może Wam się uda. W prasie, czy to w wydaniach tradycyjnych czy też cyfrowych pojawiają się co jakiś czas artykuły, mówiące o tym, jak to rynek książki elektronicznej w Polsce się rozwija. Podchodźcie do nich z dystansem, weryfikujcie informacje na blogach i w serwisach „branżowych” lub sprawdzajcie u źródła, uczulajcie znajomych, aby potem nie okazało się, że Kindle to gadżet tylko dla moli albo że Woblink to najlepiej skonstruowana e-księgarnia w Polsce. Pamiętajcie o Nexto, Virtualo, Empiku z mobi, ebookpoint i jeszcze kilku innych, o których ja zapomniałam.
Źródło zdjęcia: www.flickr.com, autor: kodomut
Dziękuję za przeczytanie wpisu! Jeśli Ci się spodobał, kliknij „Lubię to” lub daj +1!
Ja się pełną gębą zaliczam do pierwszej kategorii, więc ten podział aż tak mnie nie razi 😉
Bardziej mnie zdziwiło twierdzenie, że bateria Kindle trzyma „nawet kilka dni”. A także to, że artykuł ogranicza się do Kindle – warto by było wspomnieć, że czytników z e-papierem jest na pęczki. Generalnie spodziewałam się po tym artykule czego innego, większej szczegółowości, ale ogólnie cały ten ostatni cykl Wyborczej o e-bookach mnie nie zachwyca. Szczególnie „Czy e-booki zjedzą kota”. Był wyjątkowo bezpłodnym tekstem.
w tym tekście przede wszystkim zadziwia, że dziennikarze nie zauważyli, że na rynku jest też inny sprzęt. nic na jego temat nie napisano. nie da się nie odczuć, że tekst był nastawiony jedynie na promocję kindla. jak by tego było mało dziś ukazał się jeszcze jeden tekst na ten temat w gazecie, równie przychylny. Skąd ten atak na empik? czy nie dlatego, że kilka dni temu wprowadzili czytnik po niskich cenach – Trekstor, który zawojował na przykład rynek niemiecki? W każdym razie ten tekst gazety daleko odbiega od dziennikarskiej rzetelności.
Jeszcze jeden przychylny komentarz na temat „czytnika ebooków od Empiku za 200 zł” i zacznę podejrzewać, że ten stosuje marketing szeptany. 😉 Kindle został wzięty pod uwagę pewnie dlatego, że jest najpopularniejszym czytnikiem w Polsce, co w artykule się znalazło.
Nie uprawiam marketingu jest proste wyjaśnienie dlaczego mówię o empiku w tej sytuacji. czy nie wydaje się dziwne, że tydzień temu czytałam na łamach wyborczej kilka bardzo negatywnych artykułów o Trekstorze, a w tym tygodniu Gazeta zachwyca się Kindlem i to nie w jednym ale w dwóch tekstach? Co wydarzyło się w ciagu tego tygodnia międzu Amazonem a Empikiem? no właśnie empik wszedł z tym tanim czytnikiem. nie chodzi o to co o nim sądzę, nie piszę, żeby go kupować. ale po tym tekście z wyborczej jeżeli ktoś uprawia marketing szeptany to jest nim Gazeta i robi to w bardzo oczywisty sposób. Rozumiem Twój argument, że w tekście musiał być kindle, pytanie czy musiał być tylko on? bo to o to tu chodzi.
I przepraszam, ale muszę jeszcze coś dodać nikt nie kwestionuje pozycji kindla, ale dla dziennikarskiej rzetelności powinno powiedzieć się coś o konkurencji? bo ta jak na razie istnieje mimo tego, że pod pozytywnymi tekstami o kindle na gazecie pojawiały się komentarze, że ludzie mają nadzieję że amazon zniszczy empik, że zmiecie go z powierzchni zmiemi? no co tu chodzi? naprawdę tego chcemy? i ma zmieśc tylko empik, czy może wszytkie inne księgarnie?
Kilka negatywnych artykułów o Trekstorze możesz przeczytać również w innych miejscach w sieci, z jednego powodu – jest to bardzo marny sprzęt, który udaje „czytnik e-booków”. Empik najpierw głaszcze klientów, obniżając ceny e-booków i wprowadzając różne formaty, a potem mydli ludziom oczy proponując „czytnik ebooków”, na którym świetnie się czyta za 229 zł. W ten sposób strzela sobie trochę w stopę, do tego z dwururki.
Owszem w przywołanym tekście nie musiał pojawić się tylko Kindle, mogły również inne czytniki z ekranem w e-papierze, aż chciałoby się podkreślić, jak ekran w tym wypadku jest ważny. Mam nadzieję, że Ty rozumiesz różnicę między tym, co proponuje Empik w Trekstorze, a tym, co Amazon w Kindle’u czy każdy inny producent proponujący urządzenia w technologii e-ink czy innej.
LCD czy papier to jest kwestia wyboru, który jak na razie konsumenci mają, a który widzę Gazetę Wyborczą boli. skoro polskie księgarnie są złe to opowiedzmy o tym jak amazon wywalił polskich autorów… będę się czepiać do końca świata, nie jest tak że świat się składa z boskich kindli i boskiego amazona a my mamy na klęczkach oddawać im cześc. jeżeli wyborcza chce to robić to proszę bardzo. tekst był pisany pod pewną tezę, ale masz prawo go bronić, jesli brak rzetelności Ci nie przeszkadza, to masz prawo do swojej opinii
Jeśli dla Ciebie LCD jest lepsze do czytania od e-papieru to proszę bardzo. GW pisała o tym, jak amazon „wywala” polskich autorów:
http://wyborcza.biz/biznes/1,101558,11138837,Amazon_usuwa_polskie_e_booki__autorzy_nie_sa_bez_winy.html
Mam prawo do własnej opinii niezależnie od tego czy kogoś bronię, czy nie. 😉 Zamiast „psioczyć” na GW poczekajmy na rozwój wydarzeń. Nikt nie wspomniał o tym, że Empik jest zły w ogóle, tylko że wprowadza tandetne urządzenie, e-booki ma najtańsze, wprowadza mobi, inne księgarnie też mają swoje promocje i popularne formaty, do tego e-booków jest coraz więcej, więc nikt nie chwali „boskiego” Amazonu.
dzięki, że dajesz linka do kolejnego nierzetelnego artykułu z wyborczej. na temat tego tekstu toczyła się cała dyskusja w necie, jak ten tekst wyglądał w oryginale, jak potem dwukrotnie zmieniano mu tytuł i jak dochodziły kolejne akapity. znamienne zatem że akurat na niego się powołałaś. kolejny tekst broniący amazona przez gazetę.
No dobrze, bo zaczyna się robić bezsensownie niebezpiecznie. Chwalę to, co mam, a mam Kindle’a. Nie wychwalam za to pod niebiosa Amazonu – korzystam z polskich księgarni, bo te mają to, co mnie interesuje. Przywołuję artykuły, jednak nie mam czasu wgłębiać się w to, jak powstawały i ile razy były zmieniane – nie interesuje mnie to. Tym samym nie mam zamiaru dłużej ciągnąć dyskusji o tym, jaka to Wyborcza jest nierzetelna, jaki Amazon w jej oczach wspaniały oraz że ta po macoszemu traktuje inne czytniki i produkty tabletopodobne. Cenię Twoje zdanie, ale mam na ten temat też swoje. 🙂
Pozdrawiam
Nie żeby coś, ale Treksor jest tabletopodobny – zawsze się dziwię, gdy coś, co nie ma e-inku nazywane jest czytnikiem. Ciężko, żeby był konkurencją dla Kindle.
Oczywiscie ze jest konkurencja i dlatego Amazon jest tak wystraszony…czytam od wczoraj rzeczy ktore pojawiaja sie w sieci i co drugi artykul wychwala Kindla….strach myslec na jakies zasadzie Amazon dogadal sie z tymi portalami.
Musiałby się pewnie dogadać i z tym, ale nie dogadał. 😉 Kindle jest po prostu dobrym sprzętem, więc to pewnie dlatego tak dużo się o nim pisze. 🙂
tak i dlatego w artykułach pisze się tylko o nim. to tak jakby powiedzieć że mercedesy są dobre w związku z tym podsumowując rynek samochodów w Polsce napisać tylko o mercedesie, „bo jest dobry”. w ogóle dla mnie to jest żaden argument, bardzo naiwny, na rynku jest pełno czytników, które są „dobre”.
Kindle po prostu jest w czołówce, jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny. Jeśli tylko inne czytniki będą na tyle warte uwagi, to zacznie się o nich pisać. 😉 Tym samym chciałabym zakończyć tę bezsensowną polemikę co jest lepsze, liczby mówią same za siebie. Ja mam Kindle’a i jestem z niego niezmiernie zadowolona, bo gdy go kupowałam niczego lepszego na rynku nie było, Ty możesz czytać na Trekstorze – Twoje oczy, Twój komfort czytania i Twój wybór.
Najgorsza część artykułu to szufladkowanie na końcu: temu tablecik, temu kindelek, a trzeciemu i tablecik i kindelek. Zawieranie umów z wydawcami wcale nie musi być łatwiejsze od kontraktów z firmami kurierskimi. W europejskich krajach, w których Amazon otworzył swoją sprzedaż, w jego e-sklepie jest szwarc, mydło, powidło i gdzieś tam na końcu ebooki. W Niemczech można w Amazonie kupić etui na „e-czytnik” Trekstor i ładowarkę do tego urządzenia.
Coraz więcej pojawia się książek zabezpieczonych znakiem wodnym, a nie ADE, co jeszcze przed paroma miesiącami było dość rzadko spotykane. Bez bawienia się w konwersję jeszcze kilka miesięcy temu, na Kindlu nie było czego czytać po polsku.
Autor nie zauważył, że z 87 000 ebooków płatnych, dostępnych w virtualo.pl 76 000 jest w kategorii obcojęzyczne. W Polsce rynek booków nawet nie raczkuje, on dopiero uczy się pełzać.