Jakoś na początku czerwca w ramach kumulacji Światowego Dnia Książki, Dnia Bibliotekarza i Tygodnia Bibliotek w moim Instytucie (Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo UWr) zorganizowano cykl spotkań, prelekcji oraz innych gier i zabaw. W tym roku nie przykładałam do tego ręki, dlatego tym bardziej zaciekawiło mnie to, iż szykuje się prelekcja pt. „E-book – przyszłość, czy zagrożenie dla książki drukowanej?” Stwierdziłam, że to dobra okazja, żeby trochę podyskutować, trochę powymądrzać – poszłam.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy do sali, w której miała odbyć się prelekcja, dziarskim krokiem weszło dwóch panów, niosących dumnie plakaty i inne reklamowe gadżety z czytio.pl. Już wiedziałam na co się zapowiada, jednak postanowiłam poczekać, aż sala się wypełni i wszystko się zacznie.
Na początku było trochę teorii dla zupełnych laików – definicja książki elektronicznej z Wikipedii (jedna z prowadzących zajęcia stwierdziła, że to bardzo profesjonalnie, zwłaszcza, kiedy mówi się do studentów kierunku, którzy znają naście innych źródeł definicji), technologia e-papieru, coś ogólnie o czytnikach.
Potem było już trochę „głębiej” – wady książek drukowanych, z czego największa, to oczywiście konieczność wycinania lasów, a panowie przecież tacy proekologiczni. Było o zaletach książek elektronicznych, a to że się nie kurzą, a to, że są lekkie, a to, że są lepsze, że są o 50% tańsze od papierowych. Wreszcie przyszedł czas na czytniki, oczywiście te, które dystrybuowane są przez czytio.pl – na ruszt wrzucono wszystkie z rodziny Pocketbook. Co bardzo interesujące, wraz z czytnikami po sali zaczęły wędrować ulotki z…papieru! Korciło mnie, żeby spytać, ile drzew trzeba było wyciąć, aby je wyprodukować.
Zachwalaniu i prezentowaniu zalet czytników nie było końca. Panowie nie omieszkali przyznać też, że nadają się one zarówno dla studenta, jak i dla seniora-pożeracza książek. Nie mogłam doczekać się momentu, w którym usłyszę „Czas na pytania”.
Doczekałam się i zadałam pierwsze – Ile kosztują, to najbardziej nas interesuje, jeśli mamy je kupić?
Najtańszy to cena 650 złotych (Pocketbook 301), najdroższa 1799, która zawiera WSZYSTKO.
Zachęcona wcześniejszych zachwalaniem spytałam ponownie – Jakie księgarnie oferują e-booki 50% taniej?
Jest wiele. (nie usatysfakcjonowała mnie ta jakże mało konkretna odpowiedź, dlatego poprosiłam o rozwinięcie, w konsekwencji czego usłyszałam, że… Empik. Skwitowałam to komentarzem, że jedna nie oznacza wiele, pomijając już fakt, że e-booków w takich cenach w Empiku jak na lekarstwo.
Z sali padło kolejne pytanie – Jaki czytnik poleciliby Panowie dla studenta?
Oczywiście Pocketbooka 602, bo ma wbudowane WIFI i Bluetooth, w dodatku pomieści x książek, super się na nim czyta i jest naprawdę tani.
Jak tani?
899 zł, ale mamy też tańszą wersję za 650 złotych.
Ma WIFI i Bluetooth?
Nie.
Myśli Pan, że przeciętny Kowalski pozwoli sobie na urządzenie za 1800 złotych, które umożliwi mu jedynie czytanie książek?
Tak oczywiście, wielu biznesmenów wybiera właśnie ten model za 1800 zł. Pozwala mu on na organizację danych, czytanie książek…
A to nie jest tak, że za 1800 złotych biznesmen kupi iPada, bo będzie wygodniejszy i w pełni multimedialny?
Oczywiście, że nie, mamy klientów, którzy się na ten czytnik decydują.
No dobrze, a co Pan powie klientowi, który będzie miał do wyboru najtańszą wersję Waszego czytnika i Kindle’a z 3G i WIFI?
Że nie będzie mógł czytać polskich książek ze względu na DRM.
Postanowiłam Pana trochę naprowadzić. Ależ będzie mógł, zdjęcie DRM to parę kliknięć, każdy przeciętny użytkownik sobie z tym poradzi, poza tym wiele książek dostępnych jest za darmo, bo są w domenie publicznej.
Na Kindla nie ma gwarancji, jest problem ze sprowadzeniem, pomocą techniczną, a w Polsce wszystko na miejscu.
Oczywiście, że jest gwarancja 12-miesięczna, w dodatku nie ma problemów z wysyłką, która w obie strony zajmuje niejednokrotnie mniej czasu, niż obsługa serwisowa w Polsce, z reguły Amazon przysyła też nowy czytnik.
Na sali zapanowało lekkie poruszenie. Jeszcze jedno pytanie, chyba trochę do jej ostudzenia zadała jedna z prowadzących zajęcia. – No dobrze, a tak od siebie, jakby Pan miał polecić czytnik, to który będzie dobry?
No…te nasze są dobre.
Szkoda trochę, że Panowie nastawili się jedynie na sprzedaż produktu, a w zasadzie przekazali mało treści, a temat przecież ciekawy i z pewnością zainteresowanych nim byłoby trochę studentów mojego kierunku. Takiego licytowania się było jeszcze trochę, aż Pan Czytio zaczął wymyślać, że Kindle DX nie ma WIFI, a ich najdroższy czytnik ma i 3G też ma i chyba był mocno zdziwiony, kiedy uświadomiłam go, że 3G w Kindle jest darmowe, a do jego czytnika trzeba włożyć sim i płacić.
Kilka dni później w instytucie zaczepiło mnie jakieś dziewczę, które zapamiętało mnie ze spotkania i koniecznie chciało obejrzeć i pogłaskać mojego Kindla, którego tak dzielnie broniłam. No cóż – tydzień wystarczył, żebym się zakochała.
No, do koszyczka DXa akurat można sporo wrzucić (brak wersji dotykowej [notatki]) czy brak aktualizacji to dwie sprawy, o których warto wspomnieć, nie mówiąc o tym, że 3G nie zawsze jest dostępne, więc dodatek WiFi wcale nie jest ekstrawagancją). Istnieją ludzie (np. architekci, prawnicy), którym opcja robienia notatek jest potrzebna, ale nie chcą świecącego ekranu (z jednym takim panem miałem okazję rozmawiać na ostatnich Targach Książki w Krakowie – miał Irexa DR1000S, za którego dał znacznie więcej niż dałby za iPada, a mimo to nie miał ochoty zmieniać sprzętu i również był w nim zakochany). Podsumowując: DXa można spokojnie przelicytować 😛
Kto wymyślił Bluetouch? Bo u Ciebie pojawia się już w momencie odpowiedzi ludzi z Czytio i zastanawiam się, kto był autorem tej nazwy (tj. czy to błąd w tekście po prostu, czy też oni faktycznie się tym „Bluetouchem” chwalili).
Bluetooth, cholera, oczywiście, że tak! Obiecałam sobie, że sprawdzę, zanim opublikuję i wyleciało mi to z głowy. Już poprawiam, dziękuję 🙂
Jeżeli 3G nie jest dostępne, to na pewno dostępny jest GPRS, więc pokrycie 3G nie ma tu zupełnie znaczenia 🙂
A już na pewno jest bardziej dostępne niż WiFi. Mieszkam tymczasowo w kraju, że WiFi jest praktycznie wszędzie, z tym że jest płatne. A jak nie jest płatne, to obowiązujące prawo wymaga przejścia przez stronę, na której zatwierdzamy warunki korzystania z serwisu, a kolejne otwierają się w osobnych zakładkach, co dla czytników jest, jakby tu powiedzieć, trudne do wykonania.
Poza tym nie jest na miejscu rozpatrywanie czytników jako urządzeń do surfowania w Internecie. Jest on na tyle specjalistyczny, że do korzystania z Internetu się po prostu nie nadaje. Szybciej jest sprawdzić pocztę na prostej komórce.
Miałem w rękach i Kindle, i Pocketbooki. Kindle póki co wygrywa jakością wykonania, szybkością działania i – przede wszystkim – ceną. A argument dotykowego ekranu do przełączania stron jakoś mnie nie przekonuje.
Chciałbym jeszcze zauważyć, że na scenę polską po cichutku wchodzi jeszcze jeden gracz: Nook.
Oczywiście trudno winić sprzedawcę, że proponuje produkt, na którym zarabia. Dziwne by było, gdyby np. Empik reklamował Kindle.
Ale z drugiej strony jest przerażające jak tragicznie polscy wydawcy, sprzedawcy i często autorzy podchodzą do kwestii e-booków i czytników. Tragiczne, bo czy oni nie widzą jak się to robi na zachodzie i jaki drzemie w tym potencjał? Amazon zainwestował w sprytną reklamę (Kindle VS trendi iPad), dołożył do czytników i teraz ma gigantyczną bazę odbiorców z całego świata, którzy będą kupowali nie tylko dlatego, że to się opłaca, ale też dlatego, że po prostu lubią swoje „Kundelki”.
W Polsce? e-book za 30 zł, czytnik za 1800. Dziękuję 🙂
Poniższy komentarz jest oficjalnym stanowiskiem czytio.pl w odniesieniu do powyższego tekstu:
Szanowna Pani Justyno,
jest nam niezmiernie miło, że zechciała Pani opublikować krótkie streszczenie naszego spotkania w Państwa Instytucie. Nie mniej jednak artykuł nie jest obiektywny i ukazuje naszą prezentację w nie najlepszym świetle dlatego postanowiliśmy opublikować krótkie sprostowanie:
Prezentacja odbyła się na wyraźne życzenie i prośbę organizatorów spotkania.
Prezentacja nie miała charakteru komercyjnego w znaczeniu przedstawionym przez autorkę. Nie było naszym celem sprzedanie żadnego określonego modelu czytnika słuchaczom prezentacji. Organizatorzy poprosili nas również o przedstawienie naszej oferty! Czytniki PocketBook zostały zaprezentowane jako przykładowe modele pokazowe czytników z e-papierem.
Przedstawiony przez autorkę dialog jest niekompletny i nie stanowi cytowania naszych odpowiedzi. Czego najlepszym przykładem jest fakt, że nie posiadamy w naszej ofercie modelu PocketBook 301 ani żadnego innego modelu PocketBook w cenie 650zł! Pozostałe „odpowiedzi” również zostały zmodyfikowane, na potrzeby autorki.
Celem prezentacji nie było dyskwalifikowanie żadnej marki ani modelu czytnika, co dotyczy również urządzeń Kindle. Na pytania o różnice zostały przedstawione obiektywne różnice, pomiędzy produktami Kindle a innymi modelami czytników. Nie powinny być one traktowane jako atak na markę Kindle.
Szanujemy wybór każdego czytelnika, bez względu na to czy korzysta z Kindle, Onyx, PocketBook lub innych urządzeń. Posiadamy w swojej ofercie szeroki wybór czytników i każdy może nas odwiedzić i porównać możliwości poszczególnych urządzeń w naszym biurze we Wrocławiu.
Faktem jest, że właściciele czytników Kindle kupują również nasze czytniki jako swój 2 lub 3 czytnik, więc nie każdy jest tak zakochany w modelu Kindle jak Pani autor.
Osoby zainteresowane odsyłamy do zapoznania się z przedstawioną prezentacją: http://www.scribd.com/full/59344744?access_key=key-le4pqfbczxbwgdf5wkl
Pozdrawiamy
czytio.pl
Szanowne czytio.pl,
W artykule zawarłam subiektywne odczucia dotyczące wspomnianego spotkania – przecież blogi właśnie do tego służą (pod warunkiem oczywiście, że nie są pisane na zamówienie jakiejkolwiek zainteresowanej firmy).
Nie mam pojęcia, kto dokładnie organizował prelekcję oraz jakie były jej wytyczne, byłam tylko jednym z zainteresowanych nią uczestników.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie zajmują się Państwo handlem obnośnym i kupno czytnika po prelekcji nie byłoby możliwe, jednak dosyć mało subiektywna odpowiedź na pytanie „Który czytnik, poleciłby Pan tak od siebie”, wskazuje na to, że jednak „delikatną” komercję można było wyczuć.
Jasne jest to, że nie cytowałam Państwa „odpowiedzi” zbyt dokładnie – pamięć ludzka jest zawodna, jednak ich charakter został zarysowany.
Natomiast, co do obiektywnych różnic, to czy taką jest stwierdzenie, że na czytnik od Amazona nie udziela się gwarancji i to jest jego minusem?
Oczywiście przedstawiona przez Państwa prezentacja była ciekawa i z pewnością dość dużo wniosła do niepoukładanych umysłów studentów (też taka kiedyś byłam i nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje coś takiego, jak e-papier, a o czytnikach nawet nie śniłam). Chciałabym ją rozpowszechnić na studenckich forach i grupach dyskusyjnych, jednak mogłabym zostać posądzona o promowanie Państwa produktów – niestety Państwa logo na każdym slajdzie rzuca się w oczy.
Na koniec chciałabym dodać, że nie jestem fanatyczką Kindle’a, nie dostaję też żadnych grantów od Amazona. W chwili, kiedy złożyłam już zamówienie, ogłoszono, że od 19 maja Empik będzie sprzedawał iRivera w podobnej cenie, jednak było już za późno, żeby zmienić zdanie i zostać przy tym, co w Polsce.
Być może w przyszłości będę mogła sobie pozwolić na któryś z Państwa czytników albo któregokolwiek innego dystrybutora z Polski, jednak obecnie moja studencka pusta kieszeń się temu sprzeciwia.
Jestem niezmiernie wdzięczna za odpowiedź i zapraszam do lektury mojego blogu.
PS Chętnie przetestuję któryś z Państwa czytników i napiszę obiektywną recenzję. Jeśli będą Państwo zainteresowani, proszę o kontakt poprzez formularz kontaktowy.
Zastanawiam się nad tym paradoksem – piszecie, że spotkanie nie miało charakteru komercyjnego, a gdy zerknęłam na prezentację przez Was przygotowaną, na każdym slajdzie widniało logo czytio.pl. Czyli jednak pośrednio chodziło o zwiększenie liczby odwiedzin na stronie, co miało doprowadzić do wzrostu konwersji, a może się mylę?
Oczywiście, jako prelegenci przekazujący cenną wiedzę słuchaczom macie święte prawo do autopromocji, jednakże informowanie o tym, jakoby prezentacja nie miała charakteru komercyjnego, jest chyba nie na miejscu.
Pozdrawiam serdecznie.
Fakt że logo na prezentacji subtelne nie jest, moim zdaniem świadczy to tylko o marketingowej krótkowzroczności tego kto prezentację komponował (małe też by wystarczyło)a prezentacja by się rozeszła szerzej.
Zapraszając przedstawicieli jakiegokolwiek dystrybutora nie uniknie się wtrętów z jego działalności bo on zawsze idzie robić marketing inaczej po co miałby przychodzić?
gratulacje pomysłu podlinkowania o mnie 🙂