Dzisiaj po głowie chodziła mi taka myśl – mam e-czytnik, a po książki nawet nie muszę wybierać się do księgarni, bo to księgarnia wybiera się do mnie, a ja za jednym kliknięciem mogę mieć co tylko zechcę. Co więcej, mogę być bardzo podatna na promocje i w momencie, gdy zobaczę w internetowym gąszczu hasło 3 za 2, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że kupię i trzy e-booki, nawet jeśli ten trzeci w ogóle mnie nie będzie interesował. Dlaczego tak może być? Co, może nie w dużej mierze, ale jednak ma wpływ na to, że e-booki sprzedają się jak świeże bułeczki, a te w Amazonie to już w ogóle, a przywiązani do tradycji dziwią się, jak to możliwe, że na 100 książek tradycyjnych w miękkiej oprawie przypada 115 e-booków. Powody mogą wydawać się błahe, ale tak na chłopski, ale też na mój rozum, bo:

  • nie trzeba dźwigać, więc co za różnica, czy 3, czy 2 – Viva jedno z najcudowniejszych cech e-booków,
  • nie trzeba wychodzić z domu – zwłaszcza, że pogoda bywa kapryśna,
  • to góra przychodzi do Mahometa (księgarnia do klienta)

Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – płatność. Nie wiem jak Wy, ale ja nie odczuwam zmniejszenia zasobów portfela, jeśli płacę kartą albo robię przelew za produkty w sklepach internetowych. Trudniej mi będzie zapłacić, powiedzmy 100 złotych za książki w księgarni, choćby nie wiadomo jak porywające były, niż, gdybym miała robić to przez jakąkolwiek księgarnię internetową. A to, że potem rwę sobie włosy z głowy, że do przysłowiowego dziesiątego niewiele zostało, nie ma tak naprawdę większego znaczenia, przecież nie ma co żałować na tego typu używki.

Jeśli znajdzie się ktoś, kto być może tu zagląda, to będę wdzięczna za jego opinię na ten temat. 🙂