3,5 miesiąca to całkiem sporo. Patrząc z perspektywy rynku e-booków, którego rozwój nabiera tempa również. Dlaczego 3,5 miesiąca? To mniej więcej wtedy pojawił się ostatni wpis na blogu. Co od tego czasu wydarzyło się na rynku? Co ominęło mnie, a co czytelników bloga? (statystyki podpowiadają, że wciąż tu zaglądacie). Zacznijmy!

Pod koniec sierpnia pojawiły się pierwsze zdjęcia i doniesienia o Kindle Paperwhite – nic dziwnego, już na początku września miała się odbyć konferencja Amazonu, który miał zaprezentować „nowe”.

Na „nowe” nie trzeba było długo czekać. Bezof zaprezentował następujące urządzenia:

  • Kindle Paperwhite z podświetlanym ekranem – 119$ za wersję z WIFI i 179 za wersję z 3G – na razie dostępne tylko w USA
  • Kindle Classic nowy – właściwie różni się od Kindle Classic tym, że ma czarną obudowę, a jego cena w wersji międzynarodowej to 89$ –
  • Kindle Fire HD i Kindle Fire HD 8,9″ – tablety, których cena to odpowiednio 199$ i 299$ mają być alternatywą dla iPadów – dostępne wyłącznie w USA

We wrześniu z ciekawą promocją wyszło również Nexto. „Czas na ebooki Polacy” to akcja, dzięki której można było kupić bestsellerowe ebooki za 9,90 zł, dodatkowo, do każdego największego zamówienia w danym dniu Nexto dorzucało Onyx Boox i62 Espresso. Z podobnymi inicjatywami zaczęły wychodzić inne polskie księgarnie – ebooki można było kupić bez VAT, albo otrzymać zwrot wydanych pieniędzy w postaci kodów rabatowych na zakup kolejnych tytułów. Wreszcie ebooki można było dostać w zamian za książkę tradycyjną – tę możliwość oferowało Publio na Krakowskim Targach Książki.

Była też jedna, a może dwie „rewolucje”. Niemcy zapowiedzieli czytnik txtr beagle za maksymalnie 20 euro – hasło promocyjne – „read only” doskonale tu pasuje – urządzenie ma zmieścić jedynie do 5 ebooków.

Rewolucję zapowiedziało również Legimi, proponując e-booki w abonamencie. W abonamencie za 19 zł miesięcznie, jak na razie na iPada – e-książki można było czytać dzięki specjalnej aplikacji. Wydawcy się jednak zbuntowali i z czytania w abonamencie na razie nic z tego (mimo że Legimi płaciło za każdą „przeczytaną” e-książkę – wg Legimi przeczytana to taka, w której czytelnik przekroczył darmowy fragment, który udostępnił wydawca). Po zawieszeniu usługi, Legimi  wystosowało listo otwarty.

Wpis jest podsumowaniem ostatnich miesięcy, więc może się spotkać z rozczarowaniem. To też pretekst, żeby wrócić do nieco bardziej regularnej publikacji, ot taka wprawka. Jakie wnioski można wysnuć z tej „zbiórki”? Nie będzie nic odkrywczego w tym, jeśli napiszę, że rynek e-książek w Polsce jeszcze powoli, ale jednak się rozpędza. Pamiętam, jak trochę ponad rok temu, temat e-booków z DRM był u nas tematem drażliwym – dziś niewiele się nad tym zastanawiamy – watermark to prawie standard. Podobnie z ofertą, kiedyś e-książek było jak na lekarstwo, teraz tytułów jest coraz więcej, w dodatku dystrybutorzy rozpieszczają nas promocjami. „Tak trzymać” to chyba dobre określenie.